• Wpisów:706
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 20:39
  • Licznik odwiedzin:30 412 / 1901 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Praca w ogromnym ośrodku w Las Vegas należała do jednej z najciekawszych jakie kiedykolwiek udało mi się zdobyć. Przestronne sale bankietowe były wieczorami oblegane przez biznesmenów, którzy organizowali w nich różnego rodzaju bale charytatywne, a kasyno przez ludzi z mafii pogrywających sobie i upijających się dla zabicia czasu i roztrwonienia majątku. Nieraz takie spotkania prowadziły do kłótni, bójek, a czasem nawet strzelanin, więc na brak adrenaliny w pracy nie mogłam narzekać.
- Maddie, czerwone wytrawne dwa razy na dziewiątkę! - usłyszałam wchodząc z lśniącą, srebrną tacą na zaplecze i od razu ruszyłam w stronę regałów z winem w niewielkiej spiżarni. Chwyciłam jedno z najlepszych i postawiłam je na tacy tuż obok dwóch kryształowych lampek po czym wbiegłam do kuchni, gdzie Tony dorzucił na moją tacę drewniany korkociąg i puścił mi oczko szybko poprawiając mój fartuszek.
- Spadaj zboczeńcu! - krzyknęłam do niego ze śmiechem, na co przyjaciel posłał mi całuska w powietrzu. W pośpiechu weszłam na salę mijając się w wejściu z szefem kuchni zapatrzonym w swój notatnik. Wytropiłam wzrokiem stolik o numerze dziewiątym i spokojnie ruszyłam w jego kierunku stukając eleganckimi szpilkami po marmurowej posadzce. Prawie poślizgnęłam się na rozlanej przez kogoś z gości wodzie, jednak nie przejęłam się zbytnio tym faktem i podszedłszy do wyznaczonego stolika przywitałam miło gości po czym otwarłam wino i napełniłam nim lampki, po czym podałam je dwóm dostojnym kobietom. Z uśmiechem odeszłam od stolika i pewna siebie wróciłam do kuchni. Nie miałam jednak pojęcia, że czyjś wzrok wisiał na mnie od początku...

Podeszłam do Tony'ego i oparłam się o blat, przy którym kroił truskawki i zaczęłam obsypywać komplementami jego nowego chłopaka, którego udało mi się poznać kilka dni temu kiedy ze znajomymi szalał w naszym kasynie.
- Pamiętaj słonko, on jest mój. - powiedział jak diva i wskazał na mnie ostrym nożem. Zaśmiałam się lekko, roztrzepując mu idealnie ułożone włosy, za co oberwałam kawałkiem truskawki.
- Halo, nic do niego nie mam! - zaśmiałam się podjadając mu trochę na co znów wymierzył we mnie nożem. - Poza tym, kocha Cię no i najważniejsze - jest gejem. - wzruszyłam ramionami.
-Oj głupiutka - westchnął - mój były stwierdził, że dla ciebie mógłby się nawrócić - zaśmiał się - właściwie to dla twoich łydek - wybuchnął śmiechem, a ja po chwili do niego dołączyłam.
- Ekhem. - błogą zabawę przerwało nam odchrząknięcie tuż za nami. Spoważnieliśmy i odwróciliśmy się powoli w kierunku, jak się okazało, szefa. - Maddie, możesz na słówko? - zapytał, na co troszkę się zmieszałam
-Ja-j-jasne - odparłam jąkając się i poszłam za nim w kierunku magazynu.
- Nie bój się tak, nie zjem cię. - zażartował nieco rozluźniając napiętą atmosferę. - Jest sprawa... - zaczął nieco tajemniczo. - Organizator balu charytatywnego, który właśnie ma miejsce na naszej sali, jakoś tak dziwnie poprosił abyś to to obsługiwała jego stolik. - powiedział trochę zmartwiony. - Stolik numer jeden, uważaj na siebie. - wręczył mi swój notatnik i odszedł. Jego "uważaj na siebie" kompletnie zbiło mnie z tropu i wystraszyłam się jak nigdy. Miałam już w tym lokalu do czynienia z wieloma typami osób i wiedziałam do czego są zdolne, jednak szef nigdy nie był tak zdenerwowany. Włożyłam notatnik do kieszeni fartuszka i weszłam do niewielkiej łazienki na zapleczu. Szybko obciągnęłam krótką sukienkę oraz poprawiłam niesforny kosmyk wysuwający się z idealnego, klasycznego koczka. Zdenerwowana wyszłam z łazienki i powoli ruszyłam na salę. Od stolika pierwszego dzieliła mnie odległość pozostałych dziewięciu, którą przebyłam najwolniej jak mogłam, starając się nie przewrócić. "Uważaj na siebie" nie dawało mi spokoju. Kiedy zbliżałam się do stolika, nerwowo przełknęłam ślinę i założyłam kosmyk włosów za ucho. Już z odległości pięciu metrów można było zauważyć, kto jest szefem Bieber Enterprises. Młody mężczyzna w garniturze Armaniego obrócony był do jakiejś kobiety siedzącej obok niego, przez co mogłam widzieć tylko jego lewy profil. Mocno zarysowana linia szczęki ozdobiona delikatnym, nonszalanckim zarostem, gęste rzęsy okalające wielkie, ciemne oczy... oczy, które po chwili dosłownie przeleciały mnie wzrokiem.
- No proszę proszę... - powiedział z seksowną chrypką przejeżdżając kciukiem po swojej brodzie. - Jaka szybka obsługa... - mruknął z podziwem, zatrzymując wzrok na moim ciele. - Nieźle...
- Uhm... są państwo gotowi złożyć zamówienie? - zapytałam już pewniejsza siebie, wewnętrzna dziwka chciała pokazać im, że nie jestem taka niewinna. Poza tym, nie widziałam powodu by bać się Biebera.
- Oczywiście - kobieta obok niego uśmiechnęła się do mnie dziwkarsko i zamówiła drinka kładąc przy tym dłoń na jego udzie, czym najwyraźniej chciała mi pokazać do kogo należy. Obrzuciwszy ją chamskim wzrokiem, który został zauważony przez Biebera i skomentowany nonszalanckim śmiechem, zapisałam w notatniku jej zamówienie i czekałam na następne z końcówką długopisu w ustach.
 

 
długo mnie nie było i pewnie jeszcze trochę czasu minie jak wrócę na stałe
 

 
ferie, ferie i kurwa po feriach -,-
 

 
Chciałabym Was powiadomić, że na tym blogu będę umieszczać teraz tylko i wyłącznie one shot'y. Kontynuacja opowiadania raczej się nie pojawi ponieważ w ogóle nie mam na nią pomysłu i szczerze również ochoty.
Mam dla Was natomiast ciekawą informację. Razem z koleżanką ( tt - @Kludiqowa ) piszemy nowego fanfica, który powali Was na kolana c:
Kiedy już wszystko będzie dopięte na ostatni guzik i jeśli będziecie chętni, podlinkuję Wam go gdzieś tutaj :3
  • awatar takeme.♥: Oo to jeśli tak to koniecznie dodaj koniecznie linka ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- Nie możliwe żebyś był w tym lepszy ode mnie, Styles! - zaśmiałam się zdejmując buty i wsuwając na stopy łyżwy.
- Przekonamy się. - odparł chłopak głosem pełnym chęci do rywalizacji podając nasze kurtki mężczyźnie z szatni. Uśmiechnął się do mnie lekko ukazując urocze dołeczki w policzkach. Zawiązawszy łyżwy podeszłam do niego i złapawszy do za rękę wyszłam z budynku na lodowisko.
Lodowisko wieczorem zwykle świeciło pustkami, jednakże tego dnia dla odmiany, lodowisko zamieniło się w jedną wielką zgraję przewracających się ludzi.
Powolutku weszłam na lód i zaskakując chłopaka, od razu puściłam jego dłoń mocno się rozpędzając. Nie oglądając się za siebie z gracją poruszałam się po tafli omijając początkujących. Nagle poczułam czyjeś ręce oplatające mą talię, więc zahamowałam gwałtownie chwytając się bandy.
- Mówiłem, że jestem dosyć szybki kochanie. - wyszeptał Harry, a z jego ust uniosła się para. - I dodam jeszcze, choć wiesz to już doskonale, że nie jestem szybki tylko na lodowisku. - wymruczał puszczając do mnie oczko i pociągnął mnie lekko za rękę. Przewróciłam oczami i splotłam jego palce ze swoimi. Chłopak rzeczywiście był dosyć szybki, a jego ruchy idealnie dopracowane. Sprawnie omijał ludzi sprawiając, że wydawało mi się, jak gdybyśmy unosili się kilka milimetrów nad taflą lodu.
Przed godziną dwudziestą pierwszą lodowisko całkowicie opuszczało i miało już zostać zamknięte. Pociągnęłam Stylesa ku wyjściu jednak ten tylko się zaśmiał i oparł mnie o bandę. Pogrzebawszy w kieszeni swych spodni wyciągnął z nich klucz i potrząsnął nim przed moją twarzą.
- No nie gadaj... - zmarszczyłam czoło śmiejąc się lekko.
- Lodowisko tylko dla nas. - pogładził ciepłą dłonią mój zmarznięty policzek. Zanim zdążyłam się zorientować pociągnął mnie ponownie na środek lodowiska po czym rozpędził się jadąc przodem do mnie i trzymając mnie za obie ręce. Nagle zatrzymał się sprawiając, że wpadłam wprost w jego mocne ramiona. Jednym szybkim ruchem sprawił, że zostałam przygwożdżona do bandy plecami. Chłopak położył swoje dłonie po moich bokach, całkowicie ograniczając miejsce ewentualnej ucieczki. Lekko pochylił się nade mną, sprawiając że jego loki musnęły delikatnie moją twarz. Spojrzałam w górę, napotykając spojrzenie jego niewiarygodnie napalonych oczu.
- Ekhm... Styles... -zaczęłam chichocząc. - Może nie tutaj, co?
- Mam ochotę tutaj. - wymamrotał - Więc zrobimy to tutaj. - O jasna cholera, wrócił napalony, kurewsko napalony Styles.
Chłopak podniósł mnie do góry, sadzając mnie szybko na bandzie tak, że wreszcie byłam na jego poziomie. Stanął między moimi nogami, zmniejszając odległość naszych ciał i natarczywie wpił się w moje usta mocno przyciągając mnie do siebie za szyję. Wplotłam palce w jego miękkie włosy i leciutko przygryzłam jego dolną wargę ciągnąc ją w swoją stronę. Harry zaśmiał się cicho po czym zaczął pieścić językiem moje podniebienie, sprawiając, że pragnęłam go coraz bardziej.
- Czy ty sobie kurwa wyobrażasz, jak bardzo mam na Ciebie ochotę? - wymamrotał całując mnie zachłannie. Nie czekając na moją reakcję, szybko zerwał ze mnie bluzę pozostawiając mnie w samym staniku. Powolutku zjechał ustami po mojej szyi aż do obojczyka, znacząc drogę maluteńkimi, mokrymi całusami. Dotarłszy do ramiączka od stanika, pociągnął je zębami i to samo uczynił z drugim.
- Kurwa mać, [T.I] jak ty na mnie działasz! - krzyknął głosem szaleńca, po czym jednym ruchem zdjął mój stanik, sprawiając, że zadrgałam z zimna, a moje ciało pokryła gęsia skórka. - Zimno Ci, co? - ocenił, spoglądając na moje twardniejące sutki. - Nie martw się, zaraz Cię rozgrzeję.
Styles zarzucił moją bluzę na bandę i podniósłszy mnie, usadowił mnie na niej. Unosząc mnie lekko, zdjął moje spodnie, z którymi miał niemały problem. Kiedy usilnie walczyłam z zamkiem jego spodni, chłopak doprowadzał mnie do szaleństwa delikatnie podgryzając moje sutki. Styles nie potrzebował żadnej gry wstępnej, czy nic w tym rodzaju. Od razu, kiedy Hazzconda ujrzała światło dzienne, była w pełni gotowa. Czekając na moją zgodę, Harry wszedł we mnie powoli wypełniając mnie do końca.
- Wszystko w porządku słońce? - pogładził mój policzek widząc jak trochę się krzywię. Potrząsnęłam głową oznajmiając, że jest w porządku.
Chłopak zaczekał, aż przystosowałam się do jego długości i następnie zaczął wolno się we mnie poruszać.
Seks ze Styles'em za każdym razem zaskakuje. Jednym razem chłopak jest spokojny i zachowuje się jak dżentelmen, jednak tym razem obudziło się w nim istne zwierzę. Widząc moją zadowoloną minę, przyspieszył swoje ruchy doprowadzając mnie tym na skraj szaleństwa. Jego oczy były przymknięte w podnieceniu, a jego klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół tak szybko jak to możliwe.
Po kilku minutach usłyszałam swój krzyk, który po sekundzie został połączony z krzykiem Hazzy. Poczułam jak jego sperma wypełnia moje wnętrze. Chłopak delikatnie pocałował kącik moich ust, po czym ubrał mnie widząc, że jestem wykończona. Zdjął mnie z bandy i delikatnie o nią oparł.
- Jak tam, myszko? - zapytał, przeczesując moje zmierzwione włosy.
- Cudownie. - odparłam zdyszana, jakbym właśnie przebiegła maraton. - Seks na lodowisku, czegoś takiego jeszcze nie było. - zachichotałam całując loczka delikatnie w nosek.
- Będąc ze mną kochanie, przeżyjesz orgazmy o wiele lepsze niż ten. - odparł głosem pełnym pożądania...

Dla kochanej Klaudii i Raczka, który ma pojebane pomysły. Kc.
  • awatar Gość: Cudowny, czekam na kolejne
  • awatar Gość: Świetne<3 Kocham twoje imaginy ;3
  • awatar Gość: <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
jutro ff, dziś jakoś nie mam siły.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
jakiś imagin dziś wieczorkiem?
  • awatar Gość: dodaj jakiś imagin <3 dawno nie wchodzilam tutaj,trzeba nadrobić zaległości
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
najwyżej dodam jakiś rozdział czy coś pod koniec tygodnia, po poniedziałek i wtorek to zapierdol jakich mało.
  • awatar takeme.♥: Doskonale cię rozumiem :) Kompletny brak czasu na cokolwiek :/ Czekamy więc na rozdział czy coś :D <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
serduszko mnie boli.
bardzo.
metafora taka.
 

 
witajcie w 2014 roku!
kac jest?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Niektórzy ludzie nie zauważają plusów bycia singlem i sądzą, że takie osoby skazane są na wieczną nudę i siedzenie w domu z kotem, pod kocem całymi dniami i nocami. Jednak mi bycie "wolnym strzelcem" wychodzi znakomicie i muszę się pochwalić, że stereotypy mnie nie dotyczą. Jako osoba samotna, bynajmniej nie spędzałam całego czasu z kotem...
Imprezy, są tym, co zawsze wprawia mnie w dobry humor i sprawia, że czuję się wolna i wyzwolona, jeśli można to tak ująć. Nie ważne czy jestem tam z paczką znajomych, czy sama, zawsze potrafię się odnaleźć i dobrze bawić.
- No proszę, Zoe jak zawsze wygląda najlepiej. - zaśmiała się Ashley, która za każdym razem chwaliła mój wygląd. Znałyśmy się od zawsze i widziałam w niej bardzo dobrą przyjaciółkę, którą traktowałam bardziej jak siostrę. Dziewczyna była jedną z niewielu osób, którym mogłam powiedzieć wszystko bez obaw, że sekret wyjdzie na jaw. Jednak dzwonienie do niej w środku nocy nigdy nie kończyło się dobrze.
- Już się do tego przyzwyczaj. - zażartowałam, przytulając dziewczynę i pozostałą grupkę znajomych, kierując się w końcu w kierunku taksówek. - Gdzie dzisiaj? - zapytałam wsiadając do jednego z pojazdów.
- Już zarezerwowałem nam stoliki w Winston's...-odparł Ray, opierając się o taksówkę tak, by wszyscy go słyszeli. - Ten na Santa Monica... dawno tam nie byliśmy.
- Jak dla mnie spoko. - odpowiedziałam, czekając na reakcję reszty. Kiedy wszyscy jednogłośnie zgodzili się, obydwie taksówki wyruszyły w tym samym kierunku.
- Jak tam Nowy York? - zapytał Dean, z którym dopiero wtedy widziałam się od czasu wylotu.
- Świetnie. - odparłam, lekko przekłamując. - W sumie tak samo, tylko kurewsko zimno. - zaśmiałam się. - No i was nie było, więc zajebiście. - zażartowałam, obejmując jego i Ash.
- Już nam tak nie wmawiaj. - Ash dźgnęła mnie lekko w brzuch. - Wiemy, że za nami tęskniłaś.
- Za dobrze mnie znacie. - zachichotałam.

Klub Winston's należał do jednych z naszych ulubionych, jednak nie chodziliśmy do niego tak często, ponieważ był jednym z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych a tym samym najbardziej obleganych. Wszyscy, którzy nie znają się na klubach w LA sądzą, że to te w Hollywood są najbardziej oblegane przez gwiazdy, jednak nie ma bardziej błędnego stwierdzenia. Otóż to, gwiazdy nie chcą być zbyt zauważane, dlatego też jeżdżą do Santa Monica, gdzie nie roi się od paparazzi. Nie jest więc dziwnym, że na przykład Britney widuje się tam dosyć często.

-Rezerwacja? - zapytał ochroniarz dosyć ostro, jednak kiedy spojrzał na nas jego mina lekko złagodniała. - Oh, to wy. - zaśmiał się. - Dawno was tu nie było. - wziął do ręki wydrukowaną rezerwację i skreślił coś w swoim notatniku. - Zamieniliście nas na lepszy klub? - zażartował udając smutną minę.
- Greg, wiesz jak jest, chcieliśmy odpocząć od sławy. - zaśmiałam się, po czym przytuliłam go lekko na powitanie, a reszta wybuchnęła śmiechem rozkminiając żart.
Kiedy chłopak wreszcie wpuścił nas do środka, po wymianie stosownych uścisków z resztą grupy, rzuciliśmy się na bar, jak spragnione zwierzęta na wodopój. Po kilku shot'ach ruszyliśmy na parkiet, którym w końcu zawładnęliśmy, wyeliminowawszy resztę tancerzy.
Moją paczkę można oskarżyć o wiele rzeczy, ale nie o brak humoru i na pewno nie o brak umiejętności tanecznych. Kiedy wszyscy wychodzimy na parkiet już nietrzeźwi, strach się bać. Nie obchodzą nas zdjęcia, nie obchodzą nas ludzie. Wódka twierdzi, że potrafimy tańczyć, więc to robimy, nie wiedząc jak komicznie tak na prawdę wyglądamy...
- Chyba wystarczy. - zaśmiała się Ashley, próbując wyrwać mi z ręki kieliszek, jednakże nie udała się jej ta próba. - Mówię poważnie Zoe... - dziewczyna była bardziej pijana ode mnie, jednak próbowała mi wmówić coś innego. Ledwo udało mi się ją złapać, kiedy o mały włos nie wylądowała na ziemi.
- Ash... jak zwykle. - westchnęłam podnosząc ją i zarzucając jej ramię na moją szyję, po czym zdecydowałam zanieść ją na fotel. Podążyłam przez parkiet ku naszym stolikom, gdzie nasi wymęczeni znajomi opierali się chęci ponownego wkroczenia na parkiet, ponieważ ich plączące się nogi już im na to nie pozwalały. Położyłam chichoczącą dziewczynę na jednym z foteli i razem z dość jeszcze przytomnym Josh'em wybiegłam na parkiet, zużywając ostatki siły na taniec, kiedy nagle na kogoś wpadłam i wylałam na niego trzymanego w ręce drinka.
- Przepraszam... - zaczęłam się jąkać, obracając się w kierunku poszkodowanej osoby. - Bardzo przepraszam...
- Nic się nie dzieje Zoe. - usłyszałam znajomy głos. - Cóż za niespodziewane spotkanie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Harry, nie musisz mnie przepraszać, to nie jest twoja wina, tylko właściwie moja, bo zasługiwałeś na kogoś lepszego, powinni ci najpierw zaoferować jakiś wybór, a nie mnie wpychać od razu... - tłumaczyłam się jak głupia.
- Właściwie miałem wybór. - rzekł patrząc na mnie wielkimi, zielonymi oczami. - I tak się składa, ze wybrałem ciebie...
- Jak to wybrałeś mnie? - zapytałam zdziwiona marszcząc czoło.
- Normalnie. - odparł, opierając się o zagłówek kanapy łokciem i odwracając się bardziej w moją stronę. - Kiedy organizowałem przyjęcie dali mi zdjęcia lasek, które miałem do wyboru.
- Skąd ja się tam znalazłam? - zapytałam zdziwiona podnosząc głos. - Przecież zakład był jakoś dwa dni przed tymi pieprzonymi urodzinami, więc o co chodzi do cholery?
- Widzę, że przyjaciółka nie powiedziała Ci wszystkiego... - zachichotał - Zakład najwyraźniej wymyśliła wcześniej, pewnie dlatego twoje zdjęcie. - zaczął rozmyślać. - W każdym bądź razie... kiedy pokazano mi wszystkie zdjęcia powiedziano mi, że wszystkie kobiety mają już doświadczenie i w ogóle. Gdy wybrałem Ciebie wszystko było ok, jednak o tym, że robisz to pierwszy raz dowiedziałem się piętnaście minut przed rozpoczęciem. Chciałem Cię zmienić, powiedziano, że to zakład, nie chciałem abyś się denerwowała i w ogóle..
- Czyli wybrałeś mnie nieświadomy, iż to zakład? - zapytałam przyswajając pozyskane informacje.
- Tak. - powiedział zwięźle patrząc na mnie. - Przepraszam jeszcze raz.
- Nie przepraszaj Styles. - uśmiechnęłam się lekko. - To nie twoja wina tylko tej idiotki Tess.
- W sumie to prawda. - zaśmiał się z ulgą. - Cieszę się, że sobie to wyjaśniliśmy...
- Chwila, chwila. - przerwałam . - Mam jedno pytanko dlaczego wybrałeś właśnie mnie? - Boże, po co ja o to pytam, głupia... Skarciłam się w duchu.
- Powiem wprost. Reszta wyglądała zdzirowato. - zaśmiał się cicho. - Poza tym jest coś w twoich oczach...
- Odkąd to faceci patrzą na oczy tancerek na rurze, hmm? - zaśmiałam się, jednak wzięłam to za komplement.
- Dobre pytanie. - uśmiechnął się delikatnie - Skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to ja spadam. - wstał z kanapy i poszedł za mną do drzwi.
- Jesteś pewien, że nie napijesz się nic? - zapytałam uprzejmie, opierając się łokciem o ścianę.
- Dzięki, może innym razem, mam nadzieję. - zaśmiał się i przeczesał po raz kolejny włosy. - Ehm... więc, do zobaczenia. - pożegnał się i delikatnie przytulił mnie wyraźnie bojąc się mojej reakcji. Widząc, iż nie mam nic przeciwko objął mnie trochę mocniej w talii jednak po chwili oderwał się ode mnie i posyłając mi ostatni uśmiech zniknął za drzwiami mieszkania.
- To twój chłopak? - usłyszałam cieniutki głosik brązowowłosego aniołka wychylającego się zza drzwi mojego pokoju. Dziewczynka podeszła bliżej mnie z pluszowym królikiem, którego trzymała za ucho.
- Nie kochanie. - zaśmiałam się cicho i wzięłam małą na ręce. - Dlaczego niby miałby nim być? - zapytałam kierując się w stronę kuchni. Delikatnie uchyliłam półkę w poszukiwaniu kubków.
- Jest ładny, ty też jesteś ładna. - powiedziała nieśmiało.
- Słońce, to nie tak działa. - poczochrałam burzę jej włosów.
- Ale ładne księżniczki zawsze są z ładnymi książętami... - odparła marszcząc lekko czółko.
- Jeśli księżniczka kocha księcia a książę księżniczkę słoneczko, wtedy żyją długo i szczęśliwie. - wytłumaczyłam małej, przygotowując nam kakao.
- Ja wiem, że ten książę cię kocha. - powiedziała siadając na stołku przy kuchennej wysepce spoglądając na mnie dociekliwymi i ciekawskimi oczkami. - Ale czy ty kochasz jego?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Z całego serca dziękuję Wam za spędzone ze mną miesiące i życzę cudownych świąt spędzonych z najbliższymi. Niech rok 2014 będzie dla Was pełen niespodzianek i oczywiście bardziej szczęśliwym od roku mijającego.
  • awatar Askuwaty: <3
  • awatar Gość: To MY dziękujemy tobie za te wszystkie cudo wne opowiadania, które zawsze poprawiają nam humor i urozmaiąja nasze życie ;*** Rownieź życzę Ci wesołych świat i szczęśliwego nowego roku. Mam nadzieję że dalej będziesz dla nas pisać :3 Aaa no i dałej czekam na wigilijne fanfiction ;)
  • awatar takeme.♥: Tobie również życzę spokojnych i radosnych Świąt :) Niech rok 2014 będzie lepszy od bieżącego! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Obcowanie z dziećmi było rzeczą, która została mi wpojona zaraz po skończeniu pięciu lat, kiedy to urodziła się moja młodsza siostra, więc opiekowanie się dzieciakami było dla mnie pestką. Dlatego też w każdej wolnej chwili, pomagałam sąsiadce i przyjaciółce zaopiekować się jej dziećmi, kiedy ta musiała wyjść na ważne spotkanie lub do spa. Nie dlatego, że brakowało mi pieniędzy, wręcz przeciwnie. Jednak czułam się jak w domu, kiedy biegała wokół mnie śliczna czteroletnia Ivy z cudownymi, brązowymi, kręconymi lekko włoskami i gdy w moich ramionach spał maleńki Jake. Po prostu wspominałam wtedy czas spędzany w domu rodzinnym, kiedy jeszcze żyła moja mama.
Siedząc na kanapie z małym dzieckiem w rękach, a drugim biegającym po mieszkaniu za kotem, miałam idealny czas, aby wszystko przemyśleć. Dwa tygodnie po powrocie z Nowego York'u do mojego ukochanego Los Angeles zrozumiałam, że nie do końca lubię wyjazdy, mimo, iż zwykle są one świetne, ponieważ otaczają mnie osoby, które kocham. Jednak chyba jestem zbytnio przywiązana do swoich cudownych czterech ścian i widoku na ocean, że opuszczanie gniazdka jest mi niezbyt wskazane. Szybszy powrót z NY jednak nie był spowodowany tym... Wyciągnęłam się wygodniej na kanapie, odchylając głowę do lekko do tyłu, aby sprawdzić, czy Ivy nie uciekła spoza zasięgu mojego wzroku, co niestety się stało. Odłożyłam maleństwo do wózka i szybko podbiegłam do przedpokoju, aby zobaczyć gdzie podział się brązowowłosy aniołek. Ku mojemu zaskoczeniu, mała stała przed drzwiami wyjściowymi i kiedy mnie ujrzała, szybko do mnie podbiegła i przytuliła mnie mocno.
- Stało się coś słoneczko? - zapytałam marszcząc czoło i przykucnęłam, abym mogła spojrzeć w jej oczy.
- Ktoś pukał. - powiedziała cicho, wskazując na drzwi od apartamentu.
- Oj nie, kochanie, ja nic nie słyszałam... - powiedziałam jej odgarniając kosmyk jej włosów za ucho, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. - Może miałaś jednak rację. - zaśmiałam się i wstałam, biorąc dziewczynkę za rękę i podeszłam do drzwi. Nacisnęłam na pozłacaną klamkę, otwierając drzwi i wyjrzałam za nie, lekko się wychylając. Osoby, którą za nimi ujrzałam z pewnością nie oczekiwałam tutaj, w moim mieszkaniu, na drugim końcu Stanów Zjednoczonych.
- Hej Zoe... - powitał mnie ze swoim pięknym brytyjskim akcentem... chwila chwila jak ja mogę mówić, że pięknym... - Możemy pogadać?
- Uhm... jasne. - powiedziałam z braku stosownej wymówki i otworzyłam drzwi nieco szerzej, aby wpuścić go do mieszkania.
- Ładnie tutaj masz. - skomentował, rozglądając się wokół.
- Dzięki? - podziękowałam, jednak zabrzmiało to trochę jak pytanie. Nie wiedząc co dodać, odchrząknęłam. - Napijesz się czegoś? - zapytałam lekko zmieszana.
- Nie, dzięki, nie chcę zawracać głowy... - powiedział przeczesując włosy. - Chciałbym tylko pogadać o tym co miało miejsce w Nowym York'u.
- Oh.. więc tędy. - poprowadziłam go w stronę salonu i wskazałam mu, aby usiadł na kanapie.
- A co to za śliczna młoda dama? - zaśmiał się siadając obok bawiącej się z moim kotem Ivy. - Nie wiedziałem, że masz dzieci... - rzekł zmieszany.
- To nie moje dzieci, tylko przyjaciółki. - zaśmiałam się dźwięcznie lecz troszkę nerwowo i kazałam Ivy iść pobawić się do mojego pokoju. - Tylko nie nabałagań. - rzekłam do dziewczynki i delikatnie poczochrałam jej loczki. - Więc? - zwróciłam się w stronę chłopaka, kiedy Ivy opuściła pomieszczenie.
- Słuchaj, Zoe... - zaczął, nerwowo przeczesując włosy. - Dlaczego tak szybko wtedy zniknęłaś? - zapytał marszcząc czoło.
- Czy to nie oczywiste? - zapytałam z nutą zdziwienia. - Po tym wszystkim czułam się jak jakaś idiotka, nie wiedziałam w ogóle, że mam tańczyć na czyichś urodzinach, to był zakład no i...
- Wiem. - przerwał mi, może i dobrze, bo zupełnie nie wiedziałam jak się wytłumaczyć. - Zaraz po twoim wyjeździe skontaktowałem się z Tess i wszystko mi powiedziała.
- Oh. - czyli moja przyjaciółka za moimi plecami wszystko sobie uknuła.
- Słuchaj, głupio wyszło, wiem, że źle się czułaś... przepraszam...- kontynuował trochę poddenerwowany
- Harry, nie musisz mnie przepraszać, to nie jest twoja wina, tylko właściwie moja, bo zasługiwałeś na kogoś lepszego, powinni ci najpierw zaoferować jakiś wybór, a nie mnie wpychać od razu... - tłumaczyłam się jak głupia.
- Właściwie miałem wybór. - rzekł patrząc na mnie wielkimi, zielonymi oczami. - I tak się składa, ze wybrałem ciebie...
 

 
- Mam kurwa tańczyć przed Styles'em? - krzyknęłam na nią w ostatniej chwili, ale Lindsay zrobiła tylko niewinną minę i pokazała mi kciuka do góry. No pięknie, pomyślałam, podchodząc do rury starając się iść najseksowniej tak to możliwe. Miałam zerowe doświadczenie w tej kwestii, jednak często bywałam w klubach, gdzie aż roiło się od tancerek i trochę się na takie "show" napatrzyłam.
Próbowałam namierzyć wzrokiem Styles'a i pomimo grzywki, która przesłaniała mi trochę widok, zauważyłam chłopaka tuż pod podestem na którym się znajdowałam. Gwizdy podziwu dało się słyszeć z każdej strony klubu, jednak mina chłopaka pozostała spokojna i niewzruszona, kiedy powoli obeszłam rurę kręcąc biodrami. Spojrzałam w jego oczy i nie spuszczając wzroku, powoli zsunęłam się w dół, dotykając rury plecami i kucając. Jego oczy lekko się zaświeciły. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia i powoli zeszłam z podestu, kierując się w jego stronę i zaczęłam przed nim tańczyć, na co chłopak uśmiechnął się i patrzył na moje ciało ze swego rodzaju podziwem, jednak dalej wydawał mi się podejrzanie spokojny i poważny...

- Nigdy więcej. - oświadczyłam wchodząc po piętnastu minutach do garderoby i zrzucając z siebie pieprzoną perukę, przez którą ledwo widziałam otoczenie i o mało co nie zabiłam się na schodkach. Weszłam do łazienki i szybko zrzuciłam z siebie skórzaną bieliznę i założyłam bluzę i spodnie po czym szybko zmyłam tonę makijażu z twarzy.
- Nie było źle. - zachichotała Tessa zbierając porozrzucane przeze mnie rzeczy. - Już masz przecież spokój.
- Niby tak, Tess... - spięłam włosy w szybkiego koka na czubku głowy i podeszłam do drzwi. - Ale wiem, że spierdoliłam sprawę, Styles nie był zadowolony, trzeba było wysłać kogoś bardziej... utalentowanego i ładniejszego.
- Pierdolisz, mała. - zaśmiała się i przytuliła mnie leciutko. - Chodź się napić. - Wciągnęła mnie do klubu, gdzie od razu zamówiłyśmy kilka shot'ów. Nie podobał mi się fakt, iż musiałam ciągle przebywać w tym samym pomieszczeniu co osoba, przed którą się zbłaźniłam, jednakże brak makijażu i inny kolor włosów sprawił, iż byłam niemożliwa do rozpoznania.
- Cieszę się, że chociaż jesteśmy kwita, mimo, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, a gościu nie dostał takiej tancerki na jaką liczył. - zaśmiałam się opróżniając kolejny kieliszek do dna.
- Właściwie, to dostał... - Tess spojrzała na mnie swoimi wielkimi niebiesko-szarymi oczami. - Sam Cię wybrał...

*rozdziały póki co będą cholernie krótkie*
*rozdziały dodaję też tu http://thebetfanfiction.blogspot.com/ *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- No dalej Zoe, obiecałaś. - Tess nie mogła powstrzymać się od psychopatycznego śmiechu, który wypełnił nieduże, zagracone pomieszczenie, w którym oprócz dwóch toaletek znajdowały się przeróżne pudła opatrzone napisami mającymi na celu ułatwienie rozpoznania ich zawartości. - Nie możesz teraz zrezygnować.
- Kiedyś mi za to zapłacisz. - zachichotałam wciskając na głowę naturalnie wyglądającą blond perukę z prostą, postrzępioną grzywką opadającą mi na czoło poniżej brwi. Poprawiłam skórzany stanik, który niemiłosiernie opinał mi piersi, wypychając je wyżej, tak, że sprawiały wrażenie co najmniej półtora razy większych. Okropnie wysokie szpilki, do których założenia zostałam zmuszona doprowadzały mnie do szału, ponieważ zwykle nie oglądałam świata z takiej wysokości. - Dobrze, że tylko pokręcę tyłkiem przed kilkoma pijanymi staruchami i po wszystkim... - odetchnęłam, po czym upiłam łyk wody ze szklanki stojącej na jednej z toaletek.
- Hmm... właściwie - dziewczyna zaczęła się tłumaczyć. - Nie do końca... - jąkanie się dziewczyny przerwała Lindsay, która weszła do garderoby i spojrzała na mnie.
- To co, gotowa? - zachichotała poprawiając mój strój. - Urodziny Harry'ego Styles'a nie zdarzają się codziennie, więc nie spierdol tego, mała. - klepnęła mnie lekko w tyłek wypychając mnie zszokowaną z garderoby...
*dwa dni wcześniej*

Będąc w środku wielkiej imprezy czułam się jak w swoim żywiole, widząc co chwilę twarze nowych osób, których nigdy wcześniej nie miałam przyjemności poznać. Z drinkiem w ręce przedarłam się przez tłum wypełniający kuchnię i przedpokój domu Tess, w końcu dotarłam do jednego z pokoi gościnnych, gdzie paczka ludzi, z którymi spędzałam najwięcej czasu, obmyślała jak podkręcić atmosferę imprezy. Nie żeby nic się działo oczywiście. Już po godzinie dwie osoby leżały nieprzytomne a z sypialni na piętrze dochodziły przeróżne jednoznaczne odgłosy, jednak tu, na dole, bawiliśmy się inaczej.
- Może "suck and blow" ? - lekko wstawiony Tyler kołysał się w tył i przód, a jego okulary były lekko przekrzywione. Śmiał się histerycznie, jak to zwykł robić w takim stanie. To, czy chłopak był pijany można było łatwo ocenić po stanie jego grzywki, która w tamtej chwili leżała płasko opadając na jego czoło, zamiast sterczeć jakby nie znała zasad grawitacji.
Po wyrażeniu aprobaty usiadłam w kółku między dwójką kumpli i odłożyłam kubek przed siebie. Tess wyjęła z jednej z szafek karty do gry i otworzywszy pudełko podała nam jedną.
- Każdy, kto wypuści kartę z ust musi się przelizać z sąsiadem. - powtórzyła zasady upijając łyk wódki. - Ale żeby trochę to urozmaicić oprócz lizania będzie jeszcze zadanie do wykonania. Zakład, powiedzmy. - zaśmiała się i słysząc nasze krzyki zgadzające się na zasady, usiadła na swoim miejscu i przyłożyła kartę do swoich ust zasysając ją i podając Jason'owi, który przyłożywszy do niej usta podał ją Emmie, która przyssawszy się podała ją kolejnej osobie. Rick przejął ją od Chris'a i przysunął się bliżej mnie. Przybliżyłam usta do karty, jednak pech chciał, że nie zassałam jej zbyt dobrze i w ułamku sekundy wylądowała na dywanie między nami.
- No Zoe, co ty na to? - zaśmiał się chłopak delikatnie całując moje usta.
- Hmm... Zoe... mam dla nas idealny zakład. - zachichotała podekscytowana Tess. - Na jeden dzień, zostaniesz striptizerką...
  • awatar takeme.♥: wowww :o niezły ! <3
  • awatar Gość: Szybko nowy rozdział proszę ;* Striptizerka na urodzinach Harrego mmm
  • awatar Maja321: pisz dalej ;D czekam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Lecimy z tym koksem.
Pierwszy rozdział dodam za sekundę, uprzedzam, iż równocześnie dodaję go też tu http://thebetfanfiction.blogspot.com/
 

 
Ale już lecimy porządnie, dużo rozdziałów...
  • awatar Gość: Nowa historia? Aaaaaaaaaaaa kolejny cud sie szykuje :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nowe fanfiction?
Niedlugo.
  • awatar Gość: Tak,tak,tak Czekamy z niecierpliwością :******************
  • awatar takeme.♥: skmdajkasdkjdsjkdsjhsdhjds <3 nie mogę się doczekać :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
- W życiu nie pomyślałabym, że Cie tu spotkam. - stwierdziłam siedząc z Zayn'em na ogrodowej ławce drugiego dnia Świąt. Zostałam zmuszona przez rodziców do zostania tutaj aż do Nowego Roku, jednak nie byłam aż tak zła, ponieważ perspektywa spędzenia tego czasu w towarzystwie Malik'a wydawała się kusząca.
- Też nigdy bym tego nie podejrzewał. - zaśmiał się. - Uhm... tak w ogóle, to co robisz na Sylwestra? - zapytał
- Właściwie nic raczej. Miałam iść na imprezę ze znajomymi, ale nie ma mowy, abym wróciła do LA...
- Jeśli nisz nie robisz, to w sumie pomyślałem... znam tu kilka fajnych klubów... - jąkał się zaciągając się papierosem.
- Chętnie. - odparłam, pomagając mu się wysłowić - Tylko nie wiem co na to rodzice. - zmarszczyłam czoło
- O nich się nie martw. - zaśmiał się - Chyba mnie lubią. - Moi rodzice, tak jak i rodzice Zayn'a, nie mieli pojęcia, iż znaliśmy się wcześniej, co dziwne, gdyż wszyscy byli na Jamajce razem z nami, a ja spotykałam się z Malik'iem cały miesiąc, praktycznie dzień w dzień. Robiłam to pod pretekstem chęci odpoczęcia po całym dniu, gdy moi rodzice wychodzili na imprezę, pozwalając mi zostać samej w pokoju. I właśnie wtedy następowały spotkania z Zayn'em.
- Panie Malik, to że fanki pana kochają, nie znaczy, że moi rodzice też. - zaśmiałam się szturchając chłopaka lekko w ramię.
- Każdy w końcu ulega memu urokowi. - puścił mi oczko, wstając i zgniatając papierosa czubkiem buta. - Chcę Cię gdzieś zabrać, [T.N]. - chwycił mnie za rękę i pociągnął, abym wstała, co spowodowało niestety mój upadek.
- Malik, ku.rwa, pali się czy co? - zezłościłam się wstając i otrzepując spodnie ze śniegu.
- Niezdaro paskudna. - zaśmiał się, pomagając mi.
-----------------------------------------------
- Wow Malik, chociaż ty znasz jakoś Nowy York. - zaśmiałam się, kiedy wyszliśmy z autobusu przed Central Parkiem. Mimo, iż co roku przyjeżdżałam to do rodziny, nigdy właściwie nie udało mi się zwiedzić tego miasta, mimo iż nie ukrywam, fascynowało mnie.
- Tak to jest, jak się mieszka w innym mieście co miesiąc... - zaśmiał się. - Jakieś plusy są.
- Pociągnął mnie za sobą nad jezioro, znajdujące się gdzieś pośrodku parku.
- [T.I] czy ty sobie wyobrażasz jak za tobą tęskniłem? - objął mnie delikatnie, zakładając kosmyk moich włosów za ucho i musnął me usta swoimi. Otworzył oczy, sprawdzając moją reakcję, po czym delikatnie, lecz bardziej stanowczo mnie pocałował. Moje usta chętnie do niego dołączyły, przyjmując natarczywe, ciepłe pocałunki i oddając je z jeszcze większą pasją. Malik delikatnie wsunął język do moich ust, pocierając nim o mój. W jego ustach czułam smak mentolowych papierosów i gum do żucia, dwa z moich ulubionych smaków. Niechętnie oderwałam się od jego ust, słysząc wokół nas jakieś głosy.
- Zayn... chyba mamy towarzystwo. - popatrzyłam wokół, spostrzegając twarze gapiów i paparazzi, po czym narzuciłam na głowę kaptur.
- Ku.rwa mać, nigdzie nie można pobyć sam na sam. - wyszeptał mi do ucha po czym odwrócił się w stronę tłumu. - Tak, to kobieta mojego życia, więc nie wymyślajcie zbędnych plotek! - krzyknął do nich pokazując im środkowy palec i obejmując mnie, przyspieszając kroku.
- Przepraszam Cię za to, kotku. - objął mnie mocniej. - Nie chciałem, aby to tak wyszło. - zaczął przepraszać.
- Nic się nie stało. - uspokoiłam go. - Uhm... Zayn. - zatrzymałam się. - Dlaczego powiedziałeś, że jestem kobietą twojego życia? - zmarszczyłam brwi.
- Powiedziałem samą prawdę. - odparł, głaskając mój policzek.
- Malik, myślałam, że o mnie zapomniałeś przez ten czas... - spojrzałam w jego cudowne, tajemnicze oczy.
- Kochanie, jak możesz tak mówić. - zapewnił mnie. - Cały ten czas myślałem o Tobie, oprócz twojego facebook'a nic mi nie dałaś, a i jego później usunęłaś. Próbowałem szukać Cię wszędzie, wszystko na darmo. Później nadeszła kolejna trasa koncertowa, bałem się nawet myśleć gdzie jesteś. - spojrzał na mnie z łzami w oczach. - Kotku, nie wiesz co ja przeżywałem cały ten czas... - wpiłam się delikatnie w jego usta, stając na palcach by ich dosięgnąć i objęłam go mocniej, sprawiając że trochę się uspokoił.
- Kochanie, może nie tutaj - zaśmiał się, widząc znów zbierający się tłum. - Tak się składa, że mam tu niedaleko mieszkanie...
  • awatar Gość: Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa cudowne!!!!!!! Prosze nastepna czesc,jestem super ciekawa co z tego bedzie znając Ciebie rozwinie sie z tego świetna historiaaaaaaaa <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
właśnie napisałam świetną kolejną część, która się usunęła, dzięki.
 

 
*BĘDZIE KILKA CZĘŚCI*

- Mamo, serio nie mam ochoty tam jechać, wiesz jak nie cierpię tej rodziny! - zaczęłam krzyczeć na cały salon, kiedy dowiedziałam się, że kolejne święta muszę spędzić w "cudownej" atmosferze rodzinnych świąt.
- Przesadzasz, córciu. Będzie fajnie. - uśmiechem próbowała mnie przekonać do swoich racji.
- Mówisz to co roku, mamo! - sprzeczałam się. - I jakoś nigdy nie jest fajnie.
- Przestań już. Czy tego chcesz czy nie, jedziemy tam. I nie ma mowy o zrezygnowaniu z tego, to tradycja!
Twierdząc, że dalsza konwersacja z rodzicielką nie ma najmniejszego sensu udałam się po schodach do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Chciałabym, aby te święta były wyjątkowe - pomyślałam.
Stwierdziwszy, że poudaję szczęśliwą przez te święta, ruszyłam do szafy i wyciągnęłam z niej stos ubrań, który równiutko złożyłam i wpakowałam do wielkiej walizki, która kojarzyła mi się wyłącznie z ostatnimi wakacjami. Niechętnie zapięłam zamek, próbując wywołać w sobie choć trochę radości.
Jedynym co zdołało mnie pocieszyć był fakt, że mój starszy o dwa lata brat wparował do mnie do pokoju koło północy, szepcząc, iż on też ku.rwa nie ma ochoty tam jechać, i że w sumie możemy się tam włóczyć we dwoje. Dziwnie jak na niego, ale w sumie był miły i przesiedział ze mną pół nocy oglądając głupawe filmy na netflix'ie.



Nie jestem osobą, która kocha wstawać wcześnie rano. Szczególnie, kiedy nie przespała ostatniej nocy, spędzając ją na dennych komediach, jednak jest coś co pomaga mi się ogarnąć. Zimny prysznic i kawa. Tak więc krzyknąwszy do młodszej siostry, aby krzyknęła do mamy, żeby ta zaparzyła więcej kawy, wskoczyłam pod prysznic i zmyłam z mojego ciała zmęczenie. Wskoczywszy w ciepły szlafrok, zleciałam na dół po kawę wymieniając powitanie z rodziną i głośny śmiech z bratem, po czym wróciłam do swojej łazienki i stwierdziłam, że trzeba coś z tą twarzą zrobić.
Nie było by tradycyjnych świąt bez naszego szybkiego pędu do samolotu, który za kilka minut ruszyłby już bez nas. Zdarzało się to co roku i zdarzyć musiało też i teraz, gdyż moi rodzice jakoś nigdy nie dostają nauczki, że pakować należy się wcześniej. Bardzo niechętnie weszłam na pokład i zająwszy swoje miejsce włożyłam do uszu słuchawki odcinając się kompletnie od rzeczywistości. Mimo, że nie paliłam często, wiedziałam, że jedynym co mi potrzeba jest jeden, porządny buch i chociaż łyk whisky.
- Nie martw się mała, też tak sądzę. - mój 18-letni brat Jeremy zaśmiał się uroczo kładąc rękę na moim ramieniu, jakby czytał mi w myślach. Nie miałam pojęcia skąd on o tym wie, jednak w sumie łatwo było się tego domyślić. Przez ostatnie kilka miesięcy bardzo się do siebie zbliżyliśmy i stał się on jednym z moich przyjaciół.


- I oto moja najukochańsza wnusia! - zaczęło się. Babcia szarpiąca mnie za policzki, dziadek narzekający na to, że tak wyrosłam, ciocie i wujkowie zachwycający się moją urodą. Dlatego właśnie nienawidzę tu przyjeżdżać. Ze sztucznym, wymuszonym uśmiechem dziękowałam za komplementy i wymieniałam uściski, stosownie odpowiadając na pytania. Moja mama klepnęła mnie lekko w ramię, co miało oznaczać, abym była bardziej żywa i uśmiechnięta co posłusznie, jak zawsze, odegrałam.
- [T.I] oczywiście jesteś pewnie najlepsza w klasie? - babcia jak zawsze przeszła do szkoły, nie dając mi dopić kawy.
- No wiesz babciu, to liceum... - zaczęłam, jednak może i lepiej, zostałam wyręczona przez kontrolującą sytuację mamę.
- Oczywiście mamo, [T.I] jest wzorową uczennicą, jest taka grzeczna i pomocna... - Jeremy o mało nie udławił się ciastem słysząc słowo grzeczna, na co moja mama odchrząknęła i zaśmiała się cicho. Pozerka - pomyślałam.

- Nie przejmuj się nią, siostra. - zaśmiał się Jeremy, kiedy wyszliśmy z zatłoczonego, pełnego rozbieganego kuzynostwa salonu na świeże powietrze, na huśtawkę za domem. - Kryzys wieku średniego.
- Tu masz rację, staruszku. - zachichotałam zaciągając się ukradkiem papierosem, którego paliłam na spółkę z bratem, tak, aby nikt z domowników tego nie zobaczył.
- [T.I], Jer! - usłyszałam głos dziadka i o mało co nie padłam na zawał. - Chodźcie się przywitać z nowymi gośćmi! - Papieros wypadł mi z ręki i zdeptawszy go ukradkiem i wyrzuciwszy za płot, podążyłam za bratem do domu. Ukradkiem wsadziłam do ust gumę do żucia, aby zamaskować zapach tytoniu.

- Państwo Malik, oto moja siostra Caroline, jej mąż Tom, oraz jego dzieci, Aspyn, Jeremy i [T.I]. - Nie cierpię być przedstawiana nowym osobom, szczególnie jakimś znajomym mojego wujka... Zostałam zmuszona do przywitania się z głową rodziny, następnie z panią Malik, kilkoma córkami i ich synem.
- Ładnie pachniesz, młoda damo. - zaśmiał mi się do ucha przystojny syn państwa Malik, widocznie wyczuwając dym w moim oddechu. - Jestem Zayn.
- Czy my się nie znamy? - spojrzałam na niego z bliższej odległości? - Zayn, Zayn Malik... zeszłoroczne wakacje, Jamajka...
- O mój Boże, [T.I]! - zdziwił się i przytulił mnie jeszcze raz tym razem nieco mocniej. - Myślałem, że już Cię nigdy nie zobaczę...
- Oh, no widzisz, los Cię tak źle potraktował... zaśmiałam się dźwięcznie. - A więc, co tu robisz?
-------------------------------------------------
Postanowiłam podzielić ten ff na kilka części, ponieważ chcę go trochę urozmaicić.
Jutro część druga.
Enjoy.
  • awatar Gość: Wspaniałeeee! Daj mi znac jak dodasz 2 czesc, skarbie!
  • awatar takeme.♥: ooo już się w nim zakochałam ! :3 czekam na więcej :*
  • awatar Gość: Ja chce kolejną cześć! Nie mogę doczekać się jutra awww :3 Jamajka aaa będzie ciekawie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Z punktu widzenia Niall'a*

- Może byście się wreszcie zabrali do jakiejś konkretnej roboty? - usłyszałem krzyk świętego Mikołaja, który od samego rana szalał ze złości. Wyżywał się na zwykłych, biednych elfach, które tylko dla niego pracują i nic a nic nie zawiniły.
Co dziwne, Mikołaj był zawsze niezwykle cierpliwy, więc wszystkie elfy od razu zaczęły się zastanawiać o co chodzi. Wszystko wyjaśniło się dopiero wieczorem, kiedy Mikołaj wkroczył ponownie do naszej hali i oznajmił, że ma do nas sprawę.
- Niall, Liam! - w takiej pracy nie dało się nawet pogapić przez okno na dwa walczące renifery bez zostania upomnianym przez szefa...
- Tak, Mikołaju? - zapytaliśmy, odwracając się od swoich biurek, przy których cały dzień dopilnowywaliśmy kwot które wypływały i wpływały do naszego budżetu.
- Liam, przygotuj proszę sypialnię dla mojej kochanej wnuczki. - starzec uśmiechnął się do chłopaka i wręczył mu klucze po czym odesłał go do roboty.
- Natomiast ty, Niall... - [T.I] wreszcie przyjechała! Wnuczka Mikołaja przyjeżdżała do jego posiadłości każdego roku odkąd miała kilka lat. Wtedy to zaprzyjaźniliśmy się, jako że byłem synem bliskiego przyjaciela Mikołaja, stąd też zajmowałem dość wysokie miejsce w hierarchii biura - Wyjdziesz na dziedziniec po [T.I] i dotrzymasz jej towarzystwa podczas kolacji.
- Oczywiście, szefie. - Zdjąłem rękawice i ruszyłem w kierunku wyjścia z hali. Jednym z plusów pracowania w tej fabryce był fakt, iż nie musieliśmy nosić żałosnych zielonych ubranek i dzwoniących czapeczek. Byłaby to już totalna porażka. Założyłem kurtkę i wybiegłem w mroźne powietrze wieczoru, zostawiając za sobą cieplutkie pomieszczenie...

*Z punktu widzenia [T.I]*
Jak każda wnuczka, ja również kochałam swojego dziadka, jednak przyjeżdżanie do niego co roku się już męczące. Przyzwyczajona do Kalifornijskich upałów zamarzałam na samą myśl o Laponii, a co działo się z moim ciałem gdy tu przebywałam nie jest możliwe do opisania. Wyszedłszy z powozu, zeszłam po jego schodkach na zimną ziemię, pokrytą grubą warstwą lodu i śniegu, co wywołało u mnie dreszcze. Czym prędzej zarzuciłam kaptur na głowę i zaczęłam dmuchać w dłonie. Tupiąc nogami w miejscu próbowałam wymusić w moim ciele wyprodukowanie jakiegokolwiek ciepła, tylko po to bym nie zamieniła się w wielką kostkę lodu. Nagle na horyzoncie ujrzałam maleńkie światełko. Zaczęłam podążać w jego stronę, co wydaje się głupie, jednak gdy człowiek stoi sam pośrodku lodowej pustyni nabiera to sensu. Światełko zaczęło się przybliżać i w końcu ujrzałam znajomą mi twarz jednego z elfów. Przyspieszyłam kroku i z łomotem rzuciłam się Niall'owi na szyję. Tylko jego obecność tutaj sprawiała, iż całkowicie nie zrezygnowałam z przyjazdów do dziadka.
- [T.I] kruszynko, czy ty cokolwiek jeszcze jesz? - spojrzał na mnie i błędnie chyba ocenił wagę mego ciała.
- A żebyś wiedział ile, paskudo! - zaśmiałam się i podążyłam za nim do posiadłości dziadka.
Posiadłość dziadka ani trochę nie zmieniła się odkąd przybyłam tu po raz pierwszy. Wielki dwór obsypany całkowicie śniegiem i spowity łańcuchami wielkich świecących lampek był tak na prawdę widzialny z wielkich odległości. Dziadek rzeczywiście nie lubił nowoczesności.
- Wnusiu, jakże miło Cię widzieć. - grubaśny staruszek w czerwonym dresie przywitał mnie tuż po przekroczeniu progu i szybko poprowadził do wielkiej jadalni oświetlonej światłem ogromnych świec. Tłumacząc się brakiem czasu, kazał Niall'owi wcisnąć we mnie kupę jedzenia, co chłopak zrobił mimo mojego niezadowolenia.
- Nic się tu nie zmieniło... - stwierdzam, kiedy ruszam z chłopakiem do sypialni przygotowanej przez dziadka.
- Mikołaj nie chciał nic unowocześniać, bo twierdzi, że Tobie się tu podoba i że wszystkie te rzeczy z czymś Ci się kojarzą. - Miło z jego strony. Rzeczywiście, każdy korytarz i obraz zawierają jakąś cząstkę mnie i znają każdą moją tajemnicę.
Pozostawiona przez Niall'a w mojej sypialni postanowiłam spędzić czas z wielkim husky'm dziadka, który od razu przybiegł za mną. Usiadłam obok niego na dywanie i przytuliłam go mocno.

*Z punktu widzenia Niall'a*
Zostawiwszy [T.I] w jej pokoju szybko ruszyłem na parter, aby dokończyć swoją dzisiejszą pracę. Wróciłem do hali i zrzuciwszy kurtkę rzuciłem ją na fotel obrotowy, na którym szybko siadłem. Chwyciłem kalendarz, aby sprawdzić co mam jeszcze do zrobienia, jednak zamiast tego, co sam tam zapisałem, zobaczyłem wiadomość "Nie martw się pracą, zajmij się moją wnuczką. Spełnienia marzeń - Mikołaj."
Spełnienia marzeń...
Nie myśląc o niczym, wybiegłem z biura i o mało się nie zabijając pobiegłem do dworu Mikołaja. Wskoczywszy do środka, cicho wyszedłem po schodach na piętro, aby nie obudzić służby i delikatnie zapukałem do drzwi [T.I]

*Z punktu widzenia [T.I]*
Zostałam brutalnie obudzona pukaniem do drzwi,które sprawiło, że pies od razu wysunął się spod mojego ciała i podbiegł do nich merdając ogonem. Otrzepawszy się szybko z jego sierści ruszyłam ku drzwiom zabijając w głowie tego, kto śmie o tej porze mi przeszkadzać.
- Niall? - zapytałam zdziwiona - Co ty tutaj robisz o tej porze? - nie chciałam być niemiła więc nie dodałam słowa 'zginiesz'
Chłopak nic się nie odezwał, tylko wszedł do mojego pokoju i zatrzasnąwszy za sobą drzwi, objął mnie i spojrzawszy mi w oczy złożył na moich ustach ciepły, wilgotny pocałunek. Nie żądając już żadnej odpowiedzi, oddałam gest i przeczesałam ręką włosy elfa. Niall chyba zrozumiał to dobrze jako pozwolenie i nasze języki zaczęły istną walkę nie chcąc dać drugiej osobie wygrać...
Jak widać wizyty rodzinne nie kończą się tak źle jak się tego spodziewaliśmy. W tym roku pojadę więc do dziadka ponownie, z zupełnie innym nastawieniem. I na całowaniu elfa się nie skończy...

-----Od autora-----
Jest to z pewnością jeden z moich najgorszych imaginów, ale jako, że dodawać będę co drugi dzień, nie mogę nie dodać tylko z powodu braku weny.
Ann~
  • awatar Gość: Ciekawe :3 Tylko gdzie to +18?
  • awatar takeme.♥: awwwwww :) końcówka cudna <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Od razu uprzedzam, że nie wszystkie one shoty w moim Fanfiction Christmas Countdown będą +18
 

 
Okres przedświąteczny to dla większości osób najlepszy czas w roku. Śnieg pokrywający każdy skrawek ziemi i sprawiający, że gałęzie uginają się pod jego ciężarem, mróz, zmieniający wszystkie rzeki w istne lodowiska. Krajobrazy, które każdy z nas kochał za dziecka i nadal pała do nich uczuciem aż do końca swoich dni.
Jedynym minusem nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia są pozornie przepięknie ozdobione wystawy sklepowe, przyciągające do siebie przechodniów bijących od nich ciepłem i wielkim wyborem podarunków. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ogromne tłumy ludzi, spieszących po pracy do tychże sklepów w poszukiwaniu prezentów dla bliskich i kupujących ostatnie produkty spożywcze potrzebne do przygotowania wielkich stosów jedzenia. Tego właśnie nie cierpię w tym okresie.
Kiedy śnieg zasypał już Nowy York, a większość sklepów i budynków pokryła się świecącymi lampkami przyciągającymi przechodniów, nadszedł czas i na moje zakupy.
- [T.I], kochanie, lista zakupów leży na pufie. - usłyszałam głos mojej mamy schodząc po schodach na pierwsze piętro apartamentu, który razem z Harrym kupiliśmy - a raczej Harry kupił nam bez mojej wiadomości i nie chciał wziąć ode mnie pieniędzy - ponad rok temu. Moi rodzice, już po pięćdziesiątce, przyjechali do nas w środku grudnia, aby spędzić te święta w domu mojej babci, która mieszkała na Manhattanie. Mimo ich sprzeciwu, zaproponowałam, że sama dam radę z zakupem prezentów i jedzenia, więc w końcu ulegli i zapisali wszystko na kartce. Nie chcąc, aby nudzili się przez cały dzień, zaproponowałam im, aby gdzieś wyszli, na co po kilku sprzeczkach chętnie przystali.
Zabrawszy listę zakupów posiedziałam chwilę z rodzicami myśląc jeszcze nad pozostałymi prezentami i dopisując kolejne punkty listy, po czym pobiegłam na piętro i podążyłam w stronę garderoby.
Jednym z minusów bycia dziewczyną sławnej osoby jest fakt, że na każdym kroku trzeba wyglądać dobrze. Na początku przychodziło mi to z trudem, jednakże po kilku miesiącach dało się do tego przyzwyczaić. Po kilku minutach poszukiwań, w pełni ubrana ( http://www.polyvore.com/cgi/set?id=105746151&;.locale=pl ) ruszyłam na dół i pożegnawszy się z rodzicami wyszłam z domu.
Poszukiwanie prezentów w pojedynkę jest często zadaniem niemożliwym do wykonania, jednak z bardzo precyzyjnymi opisami na liście zakupów przyszło mi to łatwo. Po załadowaniu do bagażnika wszelkich rzeczy, które skreśliłam z listy, ponownie weszłam do centrum handlowego w poszukiwaniu czegoś, co mogłabym dać Harry'emu. I w tym był właśnie problem. On miał wszystko. Nie było niczego, co mogłabym mu kupić, więc zdecydowałam, że świąteczny sweter z reniferem będzie w sumie dobrym prezentem, trochę na żarty.
------------------------------------------------
Nadszedł wreszcie długo wyczekiwany dzień, 24 grudnia, kiedy to Harry miał wreszcie wrócić z dwumiesięcznej trasy po Europie. Od samego rana moja mama rządziła w kuchni, zostawiając sprzątaczce pole do popisu, natomiast ja pakowałam prezenty dla całej urodziny. Tata narzekał, że stojące pośrodku salonu wysokie drzewko jest już w pełni ubrane, i że nie ma dla niego nic do roboty, więc wysłałam go po właściwie niepotrzebne róże, które zdecydowałam dać tego dnia babci.
Popołudnie, który wreszcie nadeszło wzbudziło we mnie wielkie szczęście, ponieważ moja tęsknota za Harrym z dnia na dzień rosła i o mało co nie rozerwała mnie na strzępki. Przyszykowawszy się na rodzinną kolację siadłam z tatą w salonie w oczekiwaniu na mamę i wybrałam numer Harry'ego.
- Harry, kochanie, wszystko dobrze? - szepnęłam do telefonu podchodząc do wielkiego okna i wpatrując się w ośnieżony Nowy York.
- Tak słońce, ale niestety trochę się spóźnię. Dojadę już do Twojej babci, dosłownie godzinkę po Was. - jego głos był moim lekarstwem i nieważne co mówił, były to najpiękniejsze słowa.
-------------------------------------------------
- [T.I] jak zwykle piękna! - wujek Steve, jak zawsze standardowo w garniturze powitał mnie tuż przy wejściu miażdżącym moje żebra uściskiem. - Gdzie twój przystojny facet, hmm?
- Komplikacje, wujaszku, komplikacje. - śmieję się i ściskam całą resztę rodziny, wymieniając uśmiechy i całusy.
Po ponad godzinie zżerających mnie nerwów, słysząc dzwonek do drzwi popędziłam do nich o mało co nie zabijając się na grubym kocie wylegującym się pod choinką.
- Hej, maleńka. - powitał mnie cudownym uśmiechem ukazującym idealnie proste, białe zęby i przytulił mnie delikatnie, jak gdybym była z porcelany. - Nawet nie wiesz jak tęskniłem, myszko.
- Panie Styles, co mi pan tu chrześnicę obmacuje! - lekko nietrzeźwy wujek poprawiający sobie wąsy podszedł powitać się z Harrym, długim męskim uściskiem.
Zaprowadziwszy Hazzę do salonu, gdzie został przez wszystkich pościskany, babcia wepchała w niego góry jedzenia. W końcu po skończonej kolacji, Harry wstał i poprosił mojego tatę na zewnątrz w nieznanym mi celu.
- [T.I], Harry, idźcie już do siebie, co się będziecie męczyć ze staruchami po takim długim czasie! - zaśmiał się tata i uściskał dłoń Harry'ego, patrząc na niego z dziwnym, radosnych wyrazem twarzy. Styles pociągnął mnie delikatnie do samochodu i odpalając silnik, ruszył z rykiem po zaśnieżonej drodze.
-------------------------------------------------
Wyjechawszy windą do apartamentu, Harry nagle chwycił mnie na ręce i ruszył ku drzwiom. Niestety jego brak koordynacji ruchowej spowodował nasz upadek zaraz po przekroczeniu progu. Runęliśmy na szczęście na miękki dywan, który szczęśliwie zamortyzował upadek.
- To ja rozumiem... - zaśmiał się, kładąc się obok mnie na dywanie i delikatnie muskając ustami moje uszy.
- Harry, tęskniłam, tak mocno. - wyszeptałam, ujmując jego twarz w moje małe dłonie.
- Wiem, Panno Przyszła Styles. - zamruczał i zaczął pozbywać się niepotrzebnych ubrań z mojego ciała, czemu się nie opierałam. Jego delikatne dłonie wędrowały po każdym skrawku mojego ciała, sprawiając mi przyjemne dreszcze. Nie chcąc pozostawać dłużna, zerwałam z niego koszulę i wolno zaczęłam szamotać się z zapięciem obcisłych spodni. Harry złapał moje ręce i przygwoździł je do podłogi. Położył się między moimi nogami i zaczął okrążać językiem moje piersi, powodując szybkie stwardnienie sutków, które od razu zaczął przygryzać.
- Harry... jak... - wyszeptałam, nie mając siły powiedzieć nic więcej i oplotłam go nogami, próbując ściągnąć stopami jego spodnie, co nie szło mi za dobrze. Agresywnie zepchnęłam chłopaka z siebie i patrząc na jego podnieconą minę, rozpięłam jego czarne rurki i delikatnie ściągnęłam je w dół, w czym raczył mi pomóc. Popchnąwszy go na dywan, siadłam na nim okrakiem i pochyliłam się, by zacząć wędrówkę mojego języka po jego umięśnionym torsie. Gdy dotarłam do gumki bokserek, chwyciłam ją w dwa palce i delikatnie zsunęłam je w dół, aby następnie używając zębów, rzucić je na podłogę. Hazzconda była już w pełni gotowa, ale Harry nie chciał chyba kończyć wszystkiego zbyt szybko i obrócił nas tak, aby dominował. Lizał mój brzuch i masował zręcznymi dłońmi piersi, a następnie, szybkim ruchem zerwał ze mnie koronkowe stringi i rzucił je w kąt. Nie mógł się widocznie powstrzymać i wepchnął mi język do gardła, a Hazzconda powędrowała chętnie tam gdzie jej miejsce, powodując mój krzyk, który został stłumiony wilgotnymi wargami chłopaka. Jego precyzyjne ruchy doprowadzały mnie do szaleństwa, jednak dosyć świadoma, obróciłam nas ponownie. Teraz to ja miałam władzę i chcąc wynagrodzić Hazzie naszą rozłąkę, zaczęłam ruszać się szybko w górę i w dół rozkoszując się jego słodkim dyszeniem i nie mogąc powstrzymać się od krzyczenia z rozkoszy. Czułam, że to już, że ten moment zbliża się i byłam na to w pełni gotowa. Krzyki moje i Styles'a idealnie się zsynchronizowały. Chłopak pocałował mnie namiętnie i wyszedł ze mnie, aby przenieść mnie do łóżka na piętrze. Położył się obok mnie i przykrył nas ciepłą kołdrą. Wtuliłam się w niego mocno, czując jak sperma spływa po moich udach. Chłopak przeczesał moje włosy i nie odrywał ode mnie wzroku.
- Tak w ogóle, kochanie, to Twój tata zaakceptował moją prośbę o Twoją rękę, więc wiesz... - zaśmiał się. - Ślub na Hawajach?
  • awatar Gość: Uwielbiam czytać twoje świąteczne imaginy :3 Tylko dzięki nim czuje zbliżające się święta *,*
  • awatar takeme.♥: Bardzo podoba mi się ten imagin,taki słodki i urokliwy :) ♥
  • awatar look.at.me: Świetny imagin, odleciałam przy nim ;) ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Co sądzicie o tym, abym co drugi dzień grudnia dodawała nowego one shota, imagina czy jak to tam nazwać, aż do Świąt?
  • awatar takeme.♥: Świetny pomysł ! :) <3
  • awatar look.at.me: Taaaak! ;)
  • awatar Gość: Tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak!!!!!!! :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Niestety, to nie jest jedyna zła informacja. - poinformowała mnie jasnowłosa kobieta, skulona za biurkiem, zapewne z powodu niezwykle chłodnej pogody, która w Nowym York'u o tej porze to normalność. Poprawiała nerwowo stosik papierów ułożonych na biurku i postukiwała delikatnie długimi paznokciami o biały blat. - Muszę przyznać, że byłam pewna co do pani całkowitego zdrowia. Jednak sprawy trochę się skomplikowały. - tłumaczy, poprawiając się na krześle i spoglądając mi w oczy. Jej wzrok mimo, iż pełen chłodu bijącego od niezwykle szarych oczu, zdawał mi się wtedy ciepły, był moim jedynym oparciem. - Według głębszych badań, zostało pani jeszcze około pół roku życia. Przykro mi. - Z kącika jej oczu, pociekły delikatne, maleńkie łzy.
Uczucia, które w tamtym momencie we mnie szalały nie są możliwe do opisania. Strach o moje życie, który gdzieś we mnie drzemał, obudził się nagle i przeciągnął majestatycznie, chcąc dać o sobie znak.
- Czy... czy to jest pewne? - odpowiedziałam po chwili, zastanawiając się wciąż, czy to co usłyszałam było prawdziwymi słowami, czy tylko głosem w mojej głowie.
- Niestety tak. - doktor Fell spojrzała na mnie znowu, tym razem nieco bardziej przenikliwie. - Postaram się zrobić co w mojej mocy, aby zdobyć dla pani leki, jednakże nie wiem czy takowe uda się wyprodukować.
- Dziękuję. - powiedziałam, próbując się uśmiechnąć, co nie wyszło mi za dobrze. Wstałam, by uścisnąć kobiecie rękę.
- Mam nadzieję, że wszystko jakoś się rozwikła. - zaskoczyła mnie przytulając mnie ciepło i posyłając mi jeden ze swoich specjalnych uśmiechów.
Odwzajemniając uśmiech, wyszłam z gabinetu i wskoczyłam do napakowanej windy. Nie wiem dlaczego w tym momencie się nie rozpłakałam. To chyba nie przez otaczających mnie ludzi, ale przez moją bezradność i brak świadomości. Chyba nie wiedziałam jeszcze co tak na prawdę oznaczały słowa doktorki. Nie były one wypowiedziane ot tak. Były wyrokiem.
Piąta aleja przed godziną 16 to dla osób podróżujących samochodem prawdziwa tragedia i wielka męka. Na szczęście po kilku latach mieszkania w tym miejscu, udało mi się przyzwyczaić do tego, że taksówki są najlepszymi przyjaciółmi Nowojorczyków. Jednak czasem nadchodzą takie dni, kiedy spacer po zaludnionej ulicy jest nam jednak potrzebny.
Nie zastanawiając się dłużej nad faktem, czy w dwunastocentymetrowych szpilkach uda mi się dotrzeć do swojego apartamentu, wyszłam z budynku i ruszyłam w stronę domu. Ludzie, których nieustannie mijałam, zagubieni w ciągłej rutynie ich szarych, pospolitych żyć, nie zwracali na mnie uwagi. Jak zawsze. Nikomu pewnie nie przyszłoby na myśl, że ta ciemnooka dziewczyna, jak co dzień poruszająca się po tej ulicy z uśmiechem na ustach, może mieć ograniczony czas na przeżycie wszystkiego, czego w życiu chciała skosztować. Raczej nikt by na to nie wpadł.
Plusem posiadania własnego mieszkania jest fakt, iż można się w nim czuć na tyle swobodnie, aby po uprzednim zamknięciu drzwi i zasłonięciu rolet, bez żadnych problemów zrzucić z siebie wszelkie ubrania i wbić się w wielki, puchaty szlafrok. Zaraz po usadowieniu się w wygodnej kanapie przed telewizorem zaczęłam zastanawiać się, czego tak na prawdę oczekiwałam od życia. Królik, który od ponad 6 miesięcy mieszkał ze mną pod jednym dachem i był moim przyjacielem oraz towarzyszem przykicał do mnie i ułożywszy się na moich kolanach spoglądnął na mnie przenikliwie czarnymi oczkami. Głaskając go, uświadomiłam sobie, że nie potrzebnie tkwię pośrodku gwaru Nowego York'u. Skoro mam tylko pół roku powinnam przeżyć w tym czasie wszystko, co chciałabym, przeżyć w ciągu całego życia. Sięgnęłam ręką po laptopa i kilka kliknięć wystarczyło, aby zarezerwować bilety lotnicze i całkowicie obrócić życie do góry nogami.
  • awatar takeme.♥: omg już kocham to opowiadanie! <3 rozdział pierwszy cudowny,wzbudzający niesamowitą ciekawość :) nie mogę się doczekać dalszych losów brązowookiej dziewczyny <3
  • awatar Gość: Woow, nie wiedziała, że tak dobrze piszesz! Bardzo zaciekawiły mnie losy ciemnookiej! Bede czytać skarbie x Pozdrawiam, Twój podrabiany Harry xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak sobie myślę, że chyba zacznę pisać nowe opo.
  • awatar Gość: Písź nowe Wszystko co piszesz jest cudowne <3
  • awatar takeme.♥: jestem jak najbardziej na tak ♥ fajnie by było w końcu poczytać jakieś fajne,z pomysłem opowiadanie a nie jakieś g*wno :D
  • awatar NEVER STOP DREAMING: TAKTAKTAKTAKTAKTAKTAK! Duuuuużo osób tęskni za twoimi opowiadaniami! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
widzę, że coś się obudziliście :D
to co, pisać dalej larry'ego?
Powiedzmy, że jak będzie pod tym 10 komentarzy (co jest nierealne) to powrócę w przyszłym tygodniu z nowym rozdziałem...
  • awatar Gość: ehh kiedy będzie ten rozdział?
  • awatar Gość: Ej ja tu czekam na rozdział
  • awatar Gość: Pisz,pisz,pisz,pisz,pisz,pisz,pisz <3 <3 <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
hihi, może coś jeszcze napiszę. póki co pracuję nad opowiadaniem z justin'em, po angielsku. yo.
  • awatar Gość: Pisz dla nas <3 <3 <3 jak skończysz opowiadanie o justinie to nam go urdostepnij prosimy :3 jednak dalej czekamy na ciag dasz opowiadania o larrym ;*
  • awatar Askuwaty: <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›